To miejsce jest nasze. Zawsze to powtarzamy. Nasze w rozumieniu tego, że jego atrakcyjnosc tworzymy my, wszyscy piszący i komentujący. Zawsze powtarzaliśmy, ze forma klubowa, gdzie można przysiąść i pogadać, nam odpowiada. Nie widzę konieczności czytania tych, których czytać mi się nie chce. Ani tam komentować. Komentarze tych, których sobie nie życze, mogę ciąć.
Dla mnie osobiście, ostracyzm jest zdecydowanie lepszą formą rozwiązywania problemów, niż jakiekolwiek obostrzenia regulaminowe. Wpadki się zdarzają, nawet Admini są czasem w gorącej wodzie kąpani. Jak pokazuje choćby sprawa z Odysem – spokojnie (no może można było spokojniej) poddają się racjonalnym argumentom. Ktoś bywa zbyt rychliwy – zgoda – ale czy aby podstawą naszych relacji nie powinno byc dążenie do polubownego rozwiązywania problemów i starć, bez zbytniej eskalacji? Mam na myśli oczywiście tych, z którymi to ma sens. Ale po tak długim czasie, to już chyba wiemy?
Wciąż czuje się tu jak u siebie. Dlatego, że są tu konkretni ludzie. I jest to miejsce wciąż ewidentnie światopoglądowo nie tyle neutralne, co multiwymiarowe. Po przekroczeniu pewnej krytycznej granicy odejść, wszystko to co budowaliśmy tyle czasu, legnie w gruzach.
Miałem nadzieje nie wziąć udziału w tym ponownym zajmowaniu sie TXT przez TXT... Ale tym razem chyba faktycznie mamy do czynienia z ultra poważną lekcją. Panowie – ja do Was nie apeluję, tylko Was zwyczajnie proszę jak kumpel kumpli z tej samej paki. Załatwmy to śmiechem i róbmy swoje.
Panie Lorenzo, Joteszu, Doc i inni
To miejsce jest nasze. Zawsze to powtarzamy. Nasze w rozumieniu tego, że jego atrakcyjnosc tworzymy my, wszyscy piszący i komentujący. Zawsze powtarzaliśmy, ze forma klubowa, gdzie można przysiąść i pogadać, nam odpowiada. Nie widzę konieczności czytania tych, których czytać mi się nie chce. Ani tam komentować. Komentarze tych, których sobie nie życze, mogę ciąć.
Dla mnie osobiście, ostracyzm jest zdecydowanie lepszą formą rozwiązywania problemów, niż jakiekolwiek obostrzenia regulaminowe. Wpadki się zdarzają, nawet Admini są czasem w gorącej wodzie kąpani. Jak pokazuje choćby sprawa z Odysem – spokojnie (no może można było spokojniej) poddają się racjonalnym argumentom. Ktoś bywa zbyt rychliwy – zgoda – ale czy aby podstawą naszych relacji nie powinno byc dążenie do polubownego rozwiązywania problemów i starć, bez zbytniej eskalacji? Mam na myśli oczywiście tych, z którymi to ma sens. Ale po tak długim czasie, to już chyba wiemy?
Wciąż czuje się tu jak u siebie. Dlatego, że są tu konkretni ludzie. I jest to miejsce wciąż ewidentnie światopoglądowo nie tyle neutralne, co multiwymiarowe. Po przekroczeniu pewnej krytycznej granicy odejść, wszystko to co budowaliśmy tyle czasu, legnie w gruzach.
Miałem nadzieje nie wziąć udziału w tym ponownym zajmowaniu sie TXT przez TXT... Ale tym razem chyba faktycznie mamy do czynienia z ultra poważną lekcją. Panowie – ja do Was nie apeluję, tylko Was zwyczajnie proszę jak kumpel kumpli z tej samej paki. Załatwmy to śmiechem i róbmy swoje.
Pozdrawiam.
Griszeq -- 18.03.2009 - 09:27