Szok. Oglądałem właśnie na YouTube kawałki Iggy’ego Popa i w komentarzu do “Lust for Life” (co za ironia) przeczytałem, że dwa dni temu zmarł Ron Asheton. Razem z bratem Scottem i Iggym pod koniec lat 80. założyli the Stooges.
Wszyscy powinni już 100 razy zejść z tego świata. Przeżyli. Zeszli się parę lat temu i grali naprawdę zajebiste koncerty. Z Ronem już nie zagrają ... o ile w ogóle zagrają. Miał 60 lat.
No fun …...... no fun …...
komentarze
[*] dla Rona
Podziwiam do dziś niespożytą energię Iggy Popa a przede wszystkim talent jako twórcy i niesamowity wokal,a to już przecież 40 lat na scenie.
arundati.roy -- 09.01.2009 - 15:00@Docent
Szkoda – przy “Fun House” miałem chyba najlepsze imprezy w swoim życiu… To se już ne wrati :-( Ta muza to hołd oddany pierwotnym energiom życia, misterium Dionizosa i Fauna, uwodząca jak piersi młodych dziewczyn. Ech – kostucha nie przebiera, aczkolwiek Ci naprawdę długo przed nią uciekali. Najwyższy szacunek – chapeaux bas !
Zbigniew P. Szczęsny -- 09.01.2009 - 15:04heh…słów brak…
heh…słów brak…
R&B -- 24.02.2009 - 15:18