O/1 YOU WILL DO IT
Zawsze balam sie Altzhaimera. Przyjaciolka ktorej sie zwierzylam pocieszyla mnie w ten sposob: – co sie przejmujesz codzien bedziesz poznawac kogos nowego a przeciez to lubisz ;-) (choroba skutkuje utrata tzw.pamieci krotkiej, w koncu nie poznaje sie swojej rodziny).
Aktualnie przerabiam ten temat w praktyce jestem opiekunka osoby chorej na ta chorobe.
Ev mieszka w centrum Londynu,pochodzi ze starej ziemianskiej rodziny/pokazywala mi zdjecia gdzie jako niemowlak ona i jej 3 siostry byla nianczona przez dwie nianie w bialych fartuchach i sztywnych kornetach na glowach/,ma 82 lata i jak na angielska dame w tym wieku ma specyficzny sposob bycia.Na przystankach i w sklepach chetnie rozmawia z nieznajomymi, jest spontaniczna, czestokroc radosna. Po trosze to wplyw choroby ma Altzhaimera wlasnie a po trosze domieszka krwi Irlandzkiej w jej rodzie. Co rano przyglada mi sie z uwaga ale z pytaniami czeka z regoly do sniadania – dwa tosty z maslem i marmolada pomaranczowa ja maslo zastepuje serkiem homogenizowanym – choc troche wapnia ma w skladzie +kawa z mlekiem.
Ev czesto powtarza te same historie.
Moze to dziwne ale lubie ich sluchac to czesc mojej pracy.
Moje ulubiona to:
Jedna z wielu corek Ev jako mala 2-letnia dziewczynka przy okazji organizacji dnia w rodzinie wielodzietniej miala czesto powtarzane
YOU WILL DO IT.
Dziecko po pewnym czasie zaczelo powtarzac:
NOOLII /fonetycznie nolii sorry ten komp nie ma polskich znakow/ do it. mala zrozumiala ze to jej imie.
Rodzice stwierdzili: jak slodko i zaczeli wolac na dwulatke: NOOLII
Tak jest do dzis, choc wspomniana dwulatka jest wzietym architektem i ma grubo po 50-tce.
komentarze
Hm, ładne
czekam na dalsze obrazki i teksty.
P.S. Tylko czemu tak rzadko i czemu nie komentujesz nic?
Pozdrówka
grześ -- 07.05.2008 - 15:30Bianko, witaj!
Bardzo udany obrazek.
Tylko ta marmalade na serku homo mnie zaniepokoiła. Toż to świętokradztwo!
Tylko masło i najlepiej lekko solone ma prawo być;-)
Ale generalnie – you’ll do it. O ile zechcesz częściej pisać, oczywiście.
Pozdrawiam śniadaniowo
merlot -- 08.05.2008 - 00:32To Pan, Panie Merlocie Szanowny,
jeszcze grzanek z dżemem i majonezem nie widziałeś, jakimi się moja kuzynka (co prawda z barbarzyńskich USA) zajadała z lubością. A pieczone kurczaki z czekoladą z dodatkiem chili Pan konsumowałeś? Wcale niezłe.
Pozdrawiam ze smakiem
Lorenzo -- 08.05.2008 - 09:36W kwestiach spożywczych, drogi Panie Lorenzo
jestem kreatywnym konserwatystą.
Swoją drogą, przydałaby się taka opcja w polityce…
Czekolada z chili – jak najbardziej. Ale ptactwa bym w tym nie nurzał.
Pozdrawiam gastonomicznie
merlot -- 08.05.2008 - 10:03Nurzanie ptactwa w czekoladzie z chili
jest ulubionym zajęciem Meksykanów. Z całkiem ciekawym efektem, jako że czekolada owa jest raczej gorzkawa, ptactwo zaś z lekko chrupiącą skórką (chyba zbliża się południe, albo właśnie minęło).
Pozostaję ze smakiem
PS. No to kreujmy konserwatywnie, Panie Merlocie Szanowny, kreujmy:-)
Lorenzo -- 08.05.2008 - 11:21Drogi Panie Lorenzo
Tak się przejąłem tym śniadaniem Pani Bianki, że jakby zapomniałem co właśnie mieliśmy byliśmy wykreować. Albo udaję, że zapomniałem, w celu lepszego zamaskowania się przed nie dość życzliwymi, a za to dość czujnymi obserwatorami.
Jak zrobię i zjem to świństwo, co mi Pan perswadujesz, to może sobie przypomnę.
Na razie wymyśliłem nazwę dla tej potrawy:
Ostro-konserwatywny biust słodkiej meksykańskiej kaczki-mulatki do schrupania
Może być?
merlot -- 08.05.2008 - 13:06Szanowny i niemniej Drogi Panie Merlocie
A to strawne aby będzie? Mam na mysli kaczkę-mulatkę, bo reszta jak najbardziej.
Pozdrawiam oczekująco, ale nie nadmiernie
Lorenzo -- 08.05.2008 - 14:49