Wyimki z bycia. Codzienność widziana z boku

Duże miasto na południowym zachodzie, może nawet Wrocław
Główne dwie postacie
Pan Z. – biznesmen i jego dorosły syn, taki sukinsyn psia jego mać …i kilka ukrytych postaci.

Wzmianka pierwsza, przedostatnia, chyba

Pan Z z ledwo ukrywaną satysfakcją na twarzy zmierza długim holem swojej willi na drugi jej koniec, gdzie swój apartament z widokiem na okazały podjazd dla samochodów i wielki ogród z basenem ma jego syn.
Delikatnie puka do drzwi

- Czego? – zza solidnych dębowych drzwi dochodzi znużony głos

- Mogę na chwilkę? Mam dla ciebie wspaniałe wiadomości i coś jeszcze

- Uhm, wejdź. Ale pamiętaj, nie truj mi dupy, bo jestem strasznie zmęczony.

Ojciec wchodzi do pokoju syna. Kuli się i wyczynia przedziwne gesty, jakby czuł się zażenowany spotkaniem z kimś nie wiadomo jak nadzwyczajnym.

- Co jest kurwa? – ucina te ojcowskie wygibasy rozwalony na wielkim łóżku wodnym młody mężczyzna.

- Zechciałbyś synu spojrzeć przez okno?

- Po co? – już patrzyłem, kiedyś... Nie chce mi się ruszyć dupy, bo tak mi dobrze

- No ale proszę cię spójrz za oknem jest twój prezent

– No dobra, niech ci już będzie, ale jak na darmo wstanę pożałujesz – oburknął z groźbą w głosie.

Na trawniku, tuż pod oknami pokoju syna, stoi solidny, prosto z salonu, czarny merolek obwiązany wielką czerwonozłotą kokardą.

Ojciec nie czekając na reakcję syna, niby od niechcenia, ale za to z wyczuwalnym w głosie lękiem mówi: to prezent dla ciebie.

- A to z jakiej okazji?

- Dostałeś się na studia.

- Kurwa! Na jakie studia?! Czyś ty oszalał na starość?

- Dostałeś się na prawo – biznesmen odpowiada z satysfakcją w głosie. Dodaje niby z ciekawości – a samochód może być? Podoba ci się?

- Noo niech już ci będzie. A teraz idź już stąd, muszę poleżeć. I pamiętaj! – nigdzie nie będę chodził. Mam swoje plany i tobie nic do nich.

- Nie musisz synu, nie musisz. Wszystko z a ł a t w i o n e , aplikacje też...

Wzmianka druga, raczej ostatnia chyba
Darek, Ukraińcy i Rosjanie

Pan Z swego czasu nabył okazały obiekt w okazałej części wielkiego miasta.
Po europejsku zaczął jego adaptację. Wszystko na wysoki połysk i jeszcze wyższy standard.
Na budowie spory ruch. Obok rodzimych fachowców kręcili się też obcokrajowcy. W większości byli to Rosjanie i Ukraińcy.

Ukraińcy to solidne chłopiska i wbrew obiegowym opiniom, dobrzy pracowici ludzie.
Jednym z naszych fachowców na tej budowie był Darek, który praktykę w zawodzie odbywał na poważnych placach budów w kraju i za granicą. Solidny i precyzyjny, ale z pewnym dystansem – nigdy się nigdzie nie spieszył i nie panikował, że czegoś się nie da, albo że termin ucieknie.
Zawsze miał czas i ten zdrowy dystans do siebie i otaczającego go świata.

Właśnie zmierzał schodami na trzecie piętro, gdzie robotnicy mieli swój kąt na przebieranie i odpoczynek na czas przerwy śniadaniowej.
Kiedy był na pierwszym piętrze schodami w dół schodziło dwóch obcych.
Mimowolnie usunął się po ścianę. To były dwa potwory. Chłopiska po ponad dwa metry wzrostu z dziwnym bandyckim spojrzeniem w ślepiach, bo nie były to oczy…

Tamci zeszli w dół wcale nie reagując na mijanego Darka, jakby go nie widzieli.
A on poczuł niemiłe uczucie, przeszył go dziwny dreszcz. To był strach. Nie należał do ludzi strachliwych, przeciwnie. W swoim życiu zaliczył najbardziej parszywe dzielnice wielkiego miasta i zderzenie się z oprychami nie wywierało na nim większych emocji. Ale w tym przypadku coś mówiło mu, że ci co go przed chwilą minęli, to źli ludzie byli.

Po chwili wszedł do pomieszczenia zajmowanego przez robotników. Na krześle siedział potężny Ukrainiec, Stepan. Z jego uda tryskała krew. W nodze tkwił tulipan zrobiony z butelki po winie.
Szybko go opatrzyli i temat został zamknięty.
Nikt nic nie pytał. Każdy wiedział, że tamtych przysłała ruska mafia po haracz. Tamci na odchodne powiedzieli, że przyjdą po swoje pieniądze za trzy dni. Wymienili kwotę tego „długu”.
Ukraińcy choć nie ułomki zgodzili się na kwotę i termin.

Choć nikt nic nie mówił, to o zdarzeniu dowiedział się pan Z.
Zajście skwitował tylko słowami: – No nie kurwa, na mojej budowie żaden chuj nie będzie mi podskakiwał i straszył moich ludzi.
Wykonał kilka telefonów.
Następnego dnia wokół terenu budowy pojawiło się kilkunastu facetów. Wszyscy wyglądali jakby wyszli spod jednej matrycy i od jednego fryzjera.

Tamci faktycznie podjechali pod teren budowy w umówiony dzień. Tych dwóch już nikt więcej nie widział.
Ukraińcy po skończonej robocie pojechali dalej na zachód. Ich już też więcej nie widziano.

Średnia ocena
(głosy: 2)

komentarze

MarekPL

Witam. Czy to jest oparte na faktach?


@Legniczanin

niestety tak


Subskrybuj zawartość