Panie Gadający Grzybie!

Panie Gadający Grzybie!

GadajacyGrzyb

„Nasze matki, nasi ojcowie” jako test zderzeniowy

Musimy uświadomić sobie, że ten film jest dla Niemców między innymi testem zderzeniowym: na ile mogą sobie z Polską pozwolić.

Czy sądzi Pan, że Niemcy nie wiedzą na co mogą sobie pozwolić? Moim zdaniem oni zupełnie świadomie sobie pozwalają…

I. Postkolonialny kulturkampf

Oglądam sobie trzeci odcinek dzieła niemieckiej propagandy historycznej „Nasze matki, nasi ojcowie” emitowany w ramach postkolonialnego kulturkampfu w państwowej Telewizji Polskiej i nachodzi mnie refleksja, że jednego Niemcom nie można odmówić: konsekwencji mianowicie. Już kanclerz Gerhard Schroeder stwierdził, iż „okres niemieckiej pokuty dobiegł końca” i ta linia jest realizowana niezależnie od politycznych konfiguracji w Berlinie. To znaczy, kierunek został zadekretowany znacznie wcześniej – jątrzące plotki powiadają, że zbitka „polskie obozy koncentracyjne” została wprowadzona na łamy prasy przez specsłużby RFN, rekrutujące się często spośród byłych hitlerowców – Schroeder jedynie to oficjalnie zalegalizował. Immanentnym składnikiem owej linii propagandowej jest przemodelowanie wizerunku Niemców ze sprawców we współofiary hitleryzmu i II Wojny Światowej. Wojny, którą wywołali oczywiście jacyś bezosobowi „naziści”, zmuszając spokojnych Teutonów do brania udziału we wszystkich tych okrucieństwach.

Niemcom zupełnie wystarczyłoby przerzucenie odpowiedzialności z Niemców na nazistów. Nie mają potrzeby wmawiania ludziom, że Polacy byli sprawcami. Natomiast zainteresowani odsunięciem Polaków ze zbioru ofiar są przedstawiciele przedsiębiorstwa holokaust. To oni odmawiają uznania rzezi Ormian za ludobójstwo. To dla ich interesów jest zagrożeniem prawda o ofiarach niemieckich i rosyjskich zbrodni. Przyznanie, że ofiarami tymi byli obywatele Rzeczpospolitej, polskiego i żydowskiego pochodzenia odbiera ich sprawie wymiar wyjątkowości. Warto o tym pamiętać, gdy się chce dotrzeć do sprężyn poruszających nasz świat.

Aby ów obrazek zyskał cechy pozoru wiarygodności, należy dodatkowo wtłoczyć do głów masowej publiczności dwa elementy: wojna tak naprawdę zaczęła się dopiero 22 czerwca 1941 roku, wraz z atakiem na ZSRS (i tu mamy – proszę zauważyć – idealną zbieżność z sowiecką, i postsowiecką polityką historyczną), a w zagładzie Żydów brali czynny udział z gruntu antysemiccy Polacy. Natomiast jeżeli jakichś zbrodni dokonywali sami Niemcy, to po pierwsze – wynikało to z logiki wojny, po drugie zaś – czynili to wbrew sobie i z najwyższą niechęcią. O ataku na Polskę przeprowadzonym wspólnie i w porozumieniu z Sowietami na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow, oraz ludobójstwie dokonywanym na Polakach po prostu nie mówimy. Ten element należy wyrugować ze świadomości urabianych odbiorców.

Jeśli piszemy o zbrodniach niemieckich, to piszmy również o zbrodniach rosyjskich. Chowanie się za system razi Pana w przypadku Niemców, a zupełnie nie przeszkadza w przypadku Rosjan.
Nie ma nie tylko kampanii wrześniowej. Nie ma również kampani norweskiej, francuskiej i bitwy o Anglię. Niemniej jest to bardzo orzystne, bo można dokręcić prequel (chyba tak się to nazywa) przedstawiające ten czas zgodnie z faktami. Coś jak „Młode Wilki ½”. :)

II. Kwintesencja propagandy historycznej

Proszę o wybaczenie, że prawię te oczywistości, ale jakoś muszę odreagować, że oglądam tę kłamliwą szmirę, zamiast przełączyć kanał na Puchar Konfederacji. Ciekaw byłem, czy w medialnych doniesieniach na temat niemieckiego serialu nie było histerii i przesady, jak co niektórzy próbowali wmówić nam przed emisją. No i nie było. Wszystkie wymienione powyżej elementy historycznej propagandy znalazły pełne odbicie. Mamy poczciwych „zwykłych Niemców” wmanipulowanych jakimś okrutnym zrządzeniem historii w ten cały „nazizm” i popędzonych ni z tego, ni z owego na front wschodni. Nie dowiadujemy się, jak to się stało, że nagle III Rzesza miała wspólną granicę z ZSRS. Mamy rozterki moralne przedstawicieli wrażliwego i kulturalnego narodu towarzyszące zbrodniom wojennym, zwieńczone martyrologiczną śmiercią jednego z głównych bohaterów, który ruszył samotnie pod kule sowieckiego cekaemu. No i mamy oczywiście zezwierzęconych antysemitów w szeregach AK oraz wśród miejscowego chłopstwa, przedstawionych w duchu idealnej zgodności z majaczeniami Jana Tomasza Grossa.

A wszystko to, drodzy Państwo, jak nas poinformowano, zostało już sprzedane do 60 krajów całego świata. I nie ma siły, żeby to odkłamać. Nawet jeśli pofilmową debatę będzie reemitować ZDF. Gdy wystukuję te słowa lecą właśnie reklamy, a za chwilę zaproszeni eksperci uraczą nas porcją swych mądrości. Ponoć pojawi się między innymi ta baba z Die Tageszeitung – wiecie, o kogo mi chodzi – to ta ponura Niemra, która wszędzie gdzie zostanie zaproszona poucza nadwiślańskich autochtonów o europejskich standardach, tolerancji i innych takich, z misjonarskim zacięciem godnym samego starego Fryca cywilizującego „Irokezów”. O, już wyguglałem – Gabriele Lesser. Tak, to ona właśnie.

Gdyby nie oglądał Pan głupot, to nie musiałby Pan odreagowywać. Moim zdaniem paskudniejsze jest kłamstwo zawarte w „Pianiście” „naszego” Romana Polańskiego – wykasowany czas pomiędzy powstaniem w getcie warszawski i Powstaniem Warszawskim, tak by nie wspomnieć o tym drugim. Wybucha powstanie w getcie, o czym się w filmie wyraźnie mówi, a potem mamy sceny ze zniszczonej, po powstańczej Warszawy. Tyle, że jest to Warszawa po tym większym powstaniu. Jak się Panu podoba taki numer? Pewnie Pan nawet nie zauważył oglądając ten paszkwil na Polskę.

No i co z tym wszystkim zrobić? Procesować się? Produkować własne filmy i dystrybuować w świecie? Dobre sobie. Polskie władze prędzej ugryzą się w tyłek, niż podskoczą swym niemieckim patronom, a filmów nawet jeśli by powstały nikt od nas nie kupi, gdyż nikt nie jest zainteresowany odkłamywaniem historii w interesie Polaków. Dla świata Polak-antysemita jest zwyczajnie wygodny – bo z Niemcami warto robić interesy i generalnie żyć z nimi dobrze, a jeśli wiąże się z tym przyjęcie ich optyki na różne historyczne zaszłości – to czemu nie?

Światu Polak antysemita i Polak filosemita wiszą równo. Natomiast nie jest to obojętne przedsiębiorstwu holokaust. Niemniej produkować filmy trzeba. Umieszczać je w sieci z dobrym dabingiem, a najlepiej zatrudniać do nich niemieckich aktorów. Tak by Niemcy mówili po niemiecku, Polacy po polsku, a Żydzi w idisz.

III. TVP jako gadzinówka

Dopiero teraz Pan to zauważył?

No i teraz leci sobie ta dyskusja. Jednak tej baby z Tageszeitung nie ma, za to jakiś niemiecki doktor ględzi o wielowątkowości i wielowymiarowości filmowych wątków i postaci, oraz apeluje, byśmy nie dali się skłócić. I tak to jest, proszę Państwa – „polskie obozy” to zaledwie wpadki redakcyjne, Centrum Wypędzonych ma pojednać wszystkich ze wszystkimi i generalnie wszystko będzie dobrze, jeśli tylko nie będziemy się głupio upierać przy jakichś tam faktach historycznych i zaakceptujemy kres niemieckiej pokuty za II WŚ. Mnie już nawet nie chce się oburzać na bezczelność i butę tego doktora Webera w studiu TVP i tego profesora-konsultanta filmu, którzy wmawiają nam, że pokazano wszystkie „blaski i cienie” AK. Oni mają po prostu taką pracę i konkretne zadania do wypełnienia w ramach aparatu niemieckiej propagandy – podobnie jak stacja ZDF. Nadmienię tylko, że ten profesor-konsultant jest niemieckim Żydem, co prowokuje do ciekawych rozważań na temat zbieżności obecnej żydowskiej i niemieckiej polityki historycznej, ze szczególnym uwzględnieniem podziału win i odpowiedzialności, w czego tle widnieją kwestie konkretnych finansowych uroszczeń Przedsiębiorstwa Holocaust.

Oczywiście, zgodnie z moimi przewidywaniami z poprzedniej notki, do studia nie zaproszono prof. Bogdana Musiała, który miał być konsultantem serialu ze strony polskiej i którego fundamentalne zastrzeżenia ostentacyjnie zignorowano. Nie wspomniano nawet, że taka sytuacja miała miejsce, co również jest symptomatyczne. Mamy prof. Szarotę i Szewacha Weissa, którzy próbują się jakoś przebić z argumentami do zaproszonych Niemców, podobnie jak Piotr Semka, co oczywiście nie odniesie żadnego skutku, jako że cele tej całej debaty są zupełnie inne – ma ona wyłącznie „zalegalizować” pozorami obiektywizmu emisję tej propagandówki w polskiej telewizji.

Interesujące jest, że Szewach Wajs, który przeżył holokaust (jeśli mnie pamięć nie myli), znalazł się po drugiej stronie względem przedstawiciela Żydów niemieckich. Widocznie tamten reprezentuje przedsiębiorstwo holokaust i przy okazji Niemcy.

Czy stało się dobrze, że ten film jednak w TVP pokazano – w czołowym kanale i w primie timie? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy uświadomić sobie, że ten film jest dla Niemców między innymi testem zderzeniowym: na ile mogą sobie z Polską pozwolić. I już sam fakt emisji z dyskusją w charakterze listka figowego pokazuje, że Niemcy mogą sobie pozwolić na o wiele więcej, niż jeszcze niedawno byliśmy skłonni przypuszczać. Ja oczywiście nie wiem, jakie naciski poszły, ale musiały być odpowiednio wysoko umocowane, bo przecież chyba nikt nie sądzi, że Juliusz Braun samodzielnie zadecydował o zamienieniu na trzy kolejne wieczory TVP1 w szkopską gadzinówkę.

Czy dobrze, że mamy gadzinówkę w Polsce. Nie wiem. nie oglądam i jest mi z tym dobrze. Natomiast kłamstwo sączone jest w dusze młodych Polaków wielotorowo. Gdyby tego serialu nie pokazała telewizja rządowa, to zrobiłaby to któraś zaprzyjaźniona stacja. Czym się przejmować. Jest szansa, że po wyborach, największe szuje zostaną z telewizji rządowej wypieprzone, zaś pozostłe zrozumieją mądrość etapu i staną się z dnia na dzień patriotami.

Pozdrawiam

Myślenie nie boli! (Chyba, że…)


„Nasze matki, nasi ojcowie” jako test zderzeniowy By: GadajacyGrzyb (3 komentarzy) 22 czerwiec, 2013 - 17:25