Postępowi donosiciele

Wygląda na to, że prawdziwa tolerancja rozkwitać może jedynie w warunkach państwa policyjnego.

inwigilacja_400px.jpg

Ponieważ okazało się, że rozliczne zagrożenia związane z inwazją muzułmańskich przybyszów na Europę są dla większości Polaków tak oczywiste, że nie da się ich ogłupić proimigrancką propagandą, ani selektywną cenzurą, w rodzaju tej wprowadzonej na internetowych stronach „Wyborczej”, postanowiono koniec końców sięgnąć po aparat przemocy. Oto, jak donoszą mediodajnie, prokuratura będzie z całą bezwzględnością ścigać przejawy tzw. „mowy nienawiści” – czyli przestępstw ujętych w art. 119, 256 i 257 Kodeksu Karnego, dotyczących m.in. gróźb karalnych, nawoływania do nienawiści, bądź znieważania ze względu na przynależność narodową, etniczną, rasową, wyznaniową albo z powodu bezwyznaniowości – co, w zależności od przestępstwa, zagrożone jest karami do 2, 3 i 5 lat pozbawienia wolności. Jak widać, spektrum penalizowanych w ten sposób zachowań może być bardzo szerokie, a motywacja ścigania – czysto ideologiczna i podyktowana jakimiś doraźnymi potrzebami, toteż prokuratura bez stosownych poleceń sama z siebie nie pali się zazwyczaj do działania. Potrzebny jest zatem odpowiedni bodziec – np. w postaci zachęcających pomruków rządu, chcącego wykazać się poprawnością na użytek wewnętrzny, lub – częściej – zewnętrzny, przed „europejskimi partnerami”.

No dobrze, ale skąd pobudzona do działania prokuratura ma wiedzieć, gdzie szukać różnych nienawistników i kiedy wszczynać „z urzędu” śledztwa? Potrzebny byłby cały pion do śledzenia mediów, internetu, napisów na murach, w szaletach publicznych itd. I tu z pomocą przychodzi stara, sprawdzona, instytucja delatorstwa. Osobliwą predylekcję do donosicielstwa wykazują różne lewackie organizacje, które z denuncjacji uczyniły wręcz swoją rację istnienia i źródło utrzymania, będąc za swe konfidenckie usługi wynagradzane strumieniem grantów. Tak oto rozproszone, amatorskie „strzelanie z ucha” zyskało nowe, sprofesjonalizowane oblicze. Weźmy takie Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita”. Wydało ono mianowicie broszurę, będącą swoistym vademecum kapusia, zatytułowaną „Poradnik obywatela. Co możemy zrobić, gdy zetkniemy się z mową nienawiści?”. Jak poucza nas stosowna adnotacja na okładce, owa broszurka licząca sobie 12 stron została sfinansowana przez „Islandię, Liechtenstein i Norwegię ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego oraz budżetu Rzeczypospolitej Polskiej w ramach Funduszu dla Organizacji Pozarządowych, a także dzięki wsparciu Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu »Przeciwdziałanie nietolerancji«. Czyż to nie miłe, że tyle państw i instytucji pragnie nas wyleczyć z nietolerancji? Publikacja już w pierwszych słowach poucza czytelnika, że wg art. 304 § 1 KPK Każdy, dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, ma społeczny obowiązek zawiadomić o tym prokuratora lub Policję”; kończy się zaś komsomolskim wezwaniem: „nie bądźmy bierni! Mamy wiele możliwości reakcji na to, co nam się nie podoba i co nas oburza. Korzystajmy z nich! Nie bójmy się działać!”.

Aby dodatkowo ulżyć potencjalnym denuncjatorom, „Otwarta Rzeczpospolita” stworzyła specjalną stronę internetową, której nazwy celowo tu nie przytaczam, by nie propagować donosicielstwa, na której wygodnie, kilkoma kliknięciami można dokonywać stosownych zgłoszeń, zaś „Otwarta Rzeczpospolita” bierze już na siebie ciężar zawiadomienia organów ścigania. Oto przykład. Szpicel melduje: „Pod filmem pokazującym imigrantów na Węgrzech internauta zamieścił komentarz, który nawołuje do nienawiści i przemocy ze względu na pochodzenie, wzywa do fizycznej eksterminacji uchodźców”. Stowarzyszenie odpisuje: „Stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita zawiadamia prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa ściganego z urzędu”. I tak ta maszynka się kręci: jak chwalą się przed jednym z organów „Agory” organizatorzy tego delatorskiego procederu – napłynęło już ponad 600 zgłoszeń, z czego 323 uznano za przestępstwa.

Dodatkowo, lewackie organizacje zadbały zawczasu, by stosowne organy odpowiednio „uwrażliwić”, organizując kilka lat temu cykl szkoleń dla prokuratury i policji, podczas których politrucy z „Otwartej Rzeczpospolitej” kładli śledczym do głów potrzebę rewolucyjnej czujności, by żadna reakcyjna świnia nie była pewna dnia ani godziny.

Podsumowując, najpewniej uznano, że polski wstręt do denuncjacji, będący jednym z nielicznych społecznych pozytywów po epoce rozbiorów, okupacji i komuny, jest szkodliwym, burżuazyjnym przesądem, który należy wyplenić, by zapanowała u nas tolerancja jakiej świat nie widział. Jak pisał mistrz Szpotański: „Wszędzie mięsiste węszą nosy, w powietrzu kłębią się donosy”, w innym miejscu zaś: „by człowiek był człowieka bratem, trzeba go wpierw przećwiczyć batem”. Powtórzę więc refleksję z „Pod-Grzybków”: wygląda na to, że prawdziwa tolerancja rozkwitać może jedynie w warunkach państwa policyjnego.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ———->http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/2461-pod-grzybki-21

Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr38 (18-24.09.2015)

Średnia ocena
(głosy: 1)
Subskrybuj zawartość