Wielkoruska kiełbasa

Narodowi rosyjskiemu życzymy smacznego. Dowieziemy wam tyle psiego żarcia na kiełbasy, ile tylko chcecie.

Rosja_to_dziadowskie_mocarstwo_300px.jpeg

Autentyczna historia z pewnej polskiej firmy transportowej. Jedzie TIR-chłodnia z Włoch na Rosję z ładunkiem karmy dla psów (tak się składa, że akurat na psią karmę Rosja embarga nie wprowadziła). Psie żarcie, jak psie żarcie – jakieś zwierzęce, głównie końskie, resztki, odpady… Kierowca spokojnie przekracza granicę i dociera do miejsca przeznaczenia. Podstawia się pod rampę. Przedstawiciele firmy-odbiorcy sprawdzają dokumenty dotyczące ładunku… po czym stwierdzają: „eee, przecież to całkiem dobre mięso, szkoda takiego towaru na sobaczą karmę. Dawaj, podstawiaj się tam!” – i wskazują zdumionemu kierowcy rampy na których rozładowuje się żywność dla ludzi… Należy dodać, że firma ta jeździła z psią karmą na linii Włochy – Rosja od lat i nigdy wcześniej podobna sytuacja nie miała miejsca.

A teraz news wyczytany w „Komsomolskiej Prawdzie” przez korespondenta „Wyborczej” Wacława Radziwinowicza: „A dziś ta sama "Komsomołka" pisze, że na rynku drożyzna, brak zagranicznych mięs sprawia, że kiełbasy w Rosji robi się z tego, na co wcześniej "nikt nie chciał patrzeć". Jabłka ojczyste się już kończą, a te, co jeszcze są, "mają smak papieru". Pod koniec roku jabłka w sklepach będą więc "złote" nie ze względu na kolor, lecz cenę.”

No to chyba zagadka, z czego obecnie w Rosji robi się kiełbasę, została wyjaśniona. Swoją drogą, każdy, kto kiedykolwiek widział na oczy psią karmę – nie „firmową” w eleganckich puszeczkach dla piesków kanapowych, tylko taką „w naturze” – tzn. przemielone barachło, wie jaki to specjał... Ja widziałem, bo swojego czasu mieliśmy w rodzinie sporego psa – mieszańca doga z owczarkiem podhalańskim – i jedyną sensowną opcją by wykarmić bydlątko (gdy stawał na tylnych łapach, osiągał wzrost postawnego mężczyzny), było kupowanie właśnie takiego żarcia, tak więc naoglądałem się tego sporo. Narodowi rosyjskiemu życzymy smacznego. Dowieziemy wam tyle psiego żarcia na kiełbasy, ile tylko chcecie. Pod samogon jakoś wejdzie.

Rosjanom pozostaje nadzieja, że car-batiuszka się nie dowie o powyższym procederze, bo gotów wprowadzić embargo również i na ten towar pierwszej potrzeby, żeby pokazać wrażemu Zapadowi, że Ruscy nie mięczaki i wykarmią się mięsem z krokodyli, które od niedawna Imperium zaczęło sprowadzać z Filipin. A jeśli na Filipinach zabraknie gadów, to wytłucze się na Czukotce renifery – właśnie zadekretowano zwiększony o 60% ubój (reniferów hodowlanych) i odstrzał (dziko żyjących), by uzupełnić braki tego mięsa, które do czasu embarga sprowadzano z farm w Stanach Zjednoczonych. Co tam, aby do wiosny…

Na marginesie – to ci gospodarka. By wykarmić ludy północnej Syberii, które przez wieki, aż do nadejścia czerwonego raju na Ziemi, doskonale sobie radziły, trzeba było importować reniferzynę. Psią karmę zresztą, jak widać, też muszą sprowadzać – kto by tam jej koniec końców nie zeżarł. Przypomina mi to jedno z wcześniejszych embarg, kiedy to na skutek braku ziemniaków na rynku w rosyjskich McDonald'sach zabrakło frytek… Lecz plany są, tradycyjnie, mocarstwowe: Rosja ma być samowystarczalna. Jak za Chruszczowa, który kazał zaorać wszystkie nieużytki, a na pytanie Gomułki, czym ten areał nawiezie, po krótkim namyśle odparł: „a niech sr…ą”.

Podobnie tym razem – ogłoszono, że w Rosji już niedługo będą „ojczyste” ziemniaki i równie „ojczyste” łososie, a to wskutek rozkwitu własnej produkcji, która dzięki blokadzie granic miała się burzliwie rozwinąć. Kremlowscy planiści zapomnieli jedynie, że w Rosji nie ma ani sadzeniaków, ani narybku i trzeba było na gwałt modyfikować listę objętych embargiem towarów. Można obstawiać, co będzie pierwsze – czy „ojczyste” łososie zdążą dorosnąć zanim rosyjskie żołądki przyrosną do kręgosłupów? Bo póki co, ekonomiczna wojna odwetowa znakomicie wprawdzie napędza wzrost – ale cen żywności. Rosjanom zwyczajnie pomału zaczyna brakować na jedzenie. Ciekawe, czy rosyjski człowiek, który – co by nie mówić – zdążył się już na przestrzeni ostatnich lat nieco zdeprawować dostępnością rozmaitych produktów po akceptowalnych cenach, wytrzyma chude lada, karmiąc się dumą z zajętego Krymu i okupowanej „Noworosji”?

Ale, nim się to rozstrzygnie, warto podbudować ekonomiczny patriotyzm głodniejących poddanych Putina. Przymiotnik „ojczysty” – czy to przy jabłkach, czy to przy nabiale, zapewne już nieco się opatrzył. Proponuję nowy obowiązkowy człon nazw produktów spożywczych: „wielkoruski”, albo wręcz – „imperialny”. Tak, „kiełbasa wielkoruska”, albo „imperialna mielonka” – to z pewnością brzmi odpowiednio mocarstwowo i dumnie.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/embargo-na-rozum#.VFQOAlfYiGc

Źródło ilustracji: http://pl.memgenerator.pl/

Średnia ocena
(głosy: 1)

komentarze

Panie Piotrze!

Jak zwykle podoba mi się Pańskie ujęcie sprawy.

Pozdrawiam

Myślenie nie boli! (Chyba, że…)


@JM

Dzięki :)

pozdrawiam

Gadający Grzyb


Subskrybuj zawartość