Krach anty-smoleńskiej narracji

Dyktaturze Matołów pozostało już tylko rozhuśtywanie zbiorowych emocji sprawami obyczajowymi, w nadziei na ożywienie społecznych podziałów.

I. Bezradność sekty

Ostatnie wydarzenia wokół Tragedii Smoleńskiej zapoczątkowane skandalem ekshumacyjnym zaczynają układać się w ciąg wydarzeń ostatecznie destruujących oficjalną narrację „Sekty Pancernej Brzozy”. O bezradności najlepiej świadczy kompletne przemilczenie przez wiodące audiowizualne mediodajnie niedawnej Konferencji Smoleńskiej na UKSW z udziałem ekspertów prezentujących różne dziedziny nauk ścisłych. Na posterunku zameldowała się natomiast oczywiście „Wyborcza”, ale jej nieudolne kpiny trudno odczytać inaczej, niż wyraz bezsiły w obliczu nowych ustaleń.

Podobnie zresztą jest ze specjalistami zatrudnionymi przez tzw. komisję Millera, którzy po odfajkowaniu swej prorządowej pańszczyzny nabrali wody w usta i skrupulatnie unikają wchodzenia w jakąkolwiek merytoryczną polemikę. No, ale czegóż wymagać, jeśli wspomni się słowa prof. Biniendy podczas jednego ze spotkań, kiedy to opowiadał jak dopraszał się o wyliczenia od millerowych specjalistów, bo jeszcze wtedy naiwnie sądził, że „oni jednak coś policzyli”. Innymi słowy, rządowi naukowcy dali swe nazwiska i tytuły dla uwiarygodnienia wersji o „pancernej brzozie” lansowanej od pierwszych godzin po zdarzeniu i „usankcjonowanej” przez raport Anodiny, nie zaprzątając sobie głowy zbędnymi szczegółami.

II. Profanacja sacrum

Oczywiście, wszystko pruło się w szwach już znacznie wcześniej – dla mnie przełomową chwilą, kiedy ostatecznie odrzuciłem myślenie spod znaku „może jednak to nie zamach” były ustalenia prof. Biniendy (do tego momentu zostawiałem sobie jakiś minimalny margines niepewności). Przypuszczam jednak, że dla tzw. „ogółu” punktem zwrotnym stała się sprawa zamiany ciał Anny Walentynowicz i Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej wraz z bulwersującymi szczegółami dotyczącymi potraktowania zwłok przez Rosjan. Tu bowiem wkroczono na teren sacrum, jakim dla Polaków są zmarli, pamięć o nich i godny pochówek. Bezczeszczenie zwłok owo sacrum profanuje w sposób nie do przyjęcia dla każdego normalnego człowieka. Tak oto „kult Tanatosa” nad którym w czasie Żałoby Narodowej wydziwiała „Krytyka Polityczna” pokazał, że lepiej go nie tykać.

Małostkowe wystąpienie Tuska podczas sejmowej debaty i pokrętne tłumaczenia Ewy Kopacz, mimo medialnego wsparcia, były wręcz przeciwskuteczne, nakładając się dodatkowo na atmosferę „przełożenia wajchy” społecznych sympatii politycznych. Dodatkowym elementem świadczącym o kompletnym zatraceniu wyczucia przez „smoleńskich narratorów” było dopuszczenie przed mikrofony i kamery wynaturzonych celebrytów deklarujących jeden przez drugiego, że to przecież wszystko jedno co się stało z ciałami oraz gdzie i w jakich fragmentach leżą, bo przecież i tak wszystkich zjedzą robale. Ekstremalny popis nihilizmu dała tu Krystyna Mazurówna (ta od aborcyjnego coming-outu), która oznajmiła że po śmierci dzieci mają wywalić jej prochy przez kibel samolotu. Biedna dzidzia-piernik chyba nie wie, że w samolocie toalety nie mają ujścia na zewnątrz… a kibel w pociągu relacji Łowicz-Skierniewice może być?

III. Fiasko „inscenirowki”

Jeszcze kilka słów o niedawnej sprawie zdjęć z syberyjskiego portalu. Otóż, ta wrzutka ruskich służb i zadaniowanej „blogerki” Karacuby paradoksalnie obróciła się przeciw jej autorom. O czym bowiem ona świadczy? Ano, świadczy o malejącej zdolności służb do rozgrywania polskiej opinii publicznej za pomocą podobnych prowokacji. Zdjęcia ofiar Smoleńska wisiały w necie od września i pies z kulawą nogą się nimi nie zainteresował, nie mówiąc już o robieniu medialnej zadymy. Antoni Macierewicz po ich otrzymaniu przekazał je specjalistom do analizy i tyle.

Wreszcie w desperacji jacyś „ktosie” zaczęli oferować zdjęcia redakcjom – i tu zaskoczenie – nawet tabloidy odmówiły publikacji. Nie z wrażliwości oczywiście, prywislańskie mediodajnie pokazały niejednokrotnie gdzie mają uczucia rodzin. Poszło tu moim zdaniem o co innego – mediodajnie zreflektowały się poniewczasie, że takie pójście za głosem Paradowskiej, by „pokazać wszystko” odbiłoby się fatalnie zarówno na ich wiarygodności, jak i na zbierającym się do medialno-politycznego kontrnatarcia Tusku. Innym słowy, odrobiły lekcję ze skandalu ekshumacyjnego i przyjęły taktykę – „ciszej o Smoleńsku, ciszej o ciałach”.

Taktykę tę przyjęto również dlatego, że poza wszystkim innym, stan widocznych na zdjęciach porozrywanych ludzkich zwłok i poszarpanych szczątków samolotu wyraźnie pokazuje, że to nie mógł być zwykły wypadek, że tak wyglądają ofiary wybuchu. Natomiast obudowanie tych fotografii żałosną historyjką o „mordzie rytualnym” i hipotezą „inscenirowki” świadczy o zupełnym pogubieniu towarzyszy czekistów, którzy najwyraźniej postanowili wciskać społeczne guziki na oślep w nadziei, że któryś odpali. Nie odpalił, mimo że „inscenirowka” i niesławna „maskirowka” Free Your Minda zdają się być uszyte wedle tej samej sztancy. Trzeba jednak oddać FYM-owi, że swą „maskirowkę” skomponował o wiele zręczniej – miał więcej czasu na snucie opowieści rodem z Dana Browna – potem zaś spektakularnie unicestwił swe dzieło własnymi rękami, sprawiając (świadomie, lub nie) że klimat na tego typu okołosmoleńskie historie minął bezpowrotnie, nawet w skłonnej do dawania wiary różnym sensatom blogosferze. Fakt ten towarzysze czekiści od „inscenirowki” jakoś przeoczyli.

IV. Rozkaz – milczeć!

Koniec końców, okazuje się, że to co działało do tej pory, nie działa – metodę ze smoleńskimi „wrzutkami” wyeksploatowano do cna. Ba, nieostrożna „wrzutka” może wręcz spowodować społeczny przechył w niepożądanym przez Dyktaturę Matołów i jej mocodawców kierunku. Gdyby np. szpalty gazet i ekrany zapełniły się zdjęciami zmasakrowanego ciała śp. Lecha Kaczyńskiego, poskutkowałoby to pewnie nawet przypływem antyrosyjskich i antyrządowych emocji. Bajeczki o państwie, które „zdało egzamin” skutkowały tylko do czasu. Gdy społeczne wahadło wychyla się w druga stronę, mogą budzić już tylko irytację. Dlatego lepiej przesłać otwartym tekstem polecenie „nie publikować!”, bo taki był sens medialnych jeremiad rządu i „pokazuchy” z wezwaniem na dywanik rosyjskiego ambasadora. A o Konferencji Smoleńskiej – milczeć!

Nic więc dziwnego, że Tusk nagle wyskoczył z projektem rozporządzenia w sprawie refundacji „in vitro”, wcześniej zaś rękami Palikota podsycił wojnę światopoglądową. To nie tylko odpowiedź na „jesienną ofensywę” PiS, który wreszcie umiejętnie zbalansował przekaz „merytoryczny” i „smoleński”. To również – a może przede wszystkim – próba zagospodarowania społecznych emocji, by odwrócić uwagę gawiedzi od zamachu smoleńskiego i kolejnych skandali ekshumacyjnych, oraz niedopuszczenie, by ludzie nie interesujący się na co dzień Smoleńskiem zainteresowali się ustaleniami poważnych naukowców, którzy idąc wbrew rządowej wersji wydarzeń gotowi są postawić na szali swą naukową reputację. A nie są to wyłącznie eksperci związani z Zespołem Parlamentarnym, mimo że „Wyborcza” nie omieszkała rzecz jasna napiętnować ich mianem „PiS-owskich ekspertów”.

Ich nie da się „unieważnić” w powszechnym odbiorze tak łatwo jak „szalonego” Macierewicza, czy „smoleńskich wariatów” z „Gazety Polskiej” lub Krakowskiego Przedmieścia. Nie da się również ludziom z powrotem narzucić optyki ze złotej epoki ruskich wrzutek – arsenał wyczerpany. Robota płatnych trolli w internecie i medialnych funkcjonariuszy jest coraz bardziej jałowa, buksują w miejscu powtarzając wciąż te same, zdezaktualizowane zaklęcia. Nawet oblicze „merytoryczne” Tuska spod znaku „drugiego expose” się nie sprzedaje. Dyktaturze Matołów pozostało już tylko rozhuśtywanie zbiorowych emocji sprawami obyczajowymi, w nadziei na ożywienie społecznych podziałów. Ale ta wysilona żenada to ostatnie podrygi. Już niedługo…

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Średnia ocena
(głosy: 2)
Subskrybuj zawartość